A jednak! Oszukista! Wiedziałem…

Zdziwieni? Niepotrzebnie – oficjalnie ogłaszam, że posiadam elektronarzędzia. Ba, mało tego – regularnie ich używam. Niektórych. Nie chwalę się tym zbytnio bo nie jestem zbyt biegły w ich użytkowaniu. Zresztą, jedynym elektronarzędziem którego używanie wymaga ode mnie jakiegoś „skilla” jest szlifierka kątowa. Posiadam ponadto:

  • wkrętarka – sztuk 1
  • zagłębiarka – sztuk 1
  • frezarka – sztuk 1

Niezbędna, w moim przypadku, okazuje się wkrętarka. Z jednego, bardzo prozaicznego powodu. Moja korba (rozkoszny zabytek marki Flott) nie przyjmuje wierteł o małych średnicach – ∅ 4 mm to maks, a wiercę sporo małych otworów pilotujących – pod wkręty i gwoździe. Resztę załatwiam korbą i świdrami. Również z prozaicznego powodu – korba zapewnia mi niesamowitą kontrolę. W moim stolarstwie nie zawsze szybciej oznacza lepiej.

Resztę maszyn posiadam „na zaś” jak to mawia się w Wielkopolsce. Czasami zdarzają się sytuacje w których dobrze jest je posiadać. Zagłębiarka (Bosch GKT 55) – służy mi np. do rozcinania arkuszy sklejki (to fajny materiał ). Można oczywiście rozcinać sklejkę ręczną piłą (najlepsze efekty uzyskiwałem marketowymi hardpointami) ale ze względu na właściwości materiału ciężko (o ile w ogóle jest to wykonalne) uzyskać rzaz bez wyrwań. Zdarza się, że wstępnie rozcinam też grube i długie deski – ale tylko wtedy kiedy warto rozkładać cały ten majdan – zagłębiarka, odciąg do pyłu, szyna itp. W większości przypadków wolę cichą pracę płatnicą. W moim przypadku termin „czas to pieniądz” nie bardzo się sprawdza. Ja odbywam swoistą podróż – od projektu do projektu. Każdy projekt jest dla mnie okazją do nauki. A uczę się wolno – „…aby nigdy nie przyjmować za prawdziwą żadnej rzeczy, zanim by jako taka nie została rozpoznana przeze mnie w sposób oczywisty.”*

dTOvS1

Frezarka górnowrzecionowa (również Bosch – lubię niebieski) to ponoć najbardziej uniwersalne spośród elektronarzędzi. Mam co do niej większe plany ale na razie spoczywa sobie na półce. Jeszcze nie nadszedł jej czas. Do wykonywania połączeń praktycznie nieprzydatna – strug wyżłabiak jest zdecydowanie bardziej przewidywalny i kontrolowalny. Po pierwsze – praktycznie nie widzę co robię w trakcie pracy frezarką. Po drugie – sensowna praca tym narzędziem wymaga wykonania całego szeregu „jigów’ i szablonów. Potem można cieszyć się powtarzalnością i precyzją ale…jakoś nie zmusiłem się jeszcze do zakupu odpowiednich frezów.

Jeżeli jesteś Zawodowcem i wszystko co powyższe, przeczytałeś z zaciśniętymi zębami

i właśnie układasz sobie w myślach komentarz w stylu „jak byś musiał na chleb zarobić to byś inaczej gadał!” to proszę bardzo – be my guest. Pisz na zdrowie pod artykułem. Pisz również jeżeli nie jesteś zawodowcem a masz swoje własne spostrzeżenia na ten temat.

Na szczęście przestrzeń wirtualna dopuszcza istnienie również takich nic nie wiedzących o prawdziwym życiu indywiduów jak ja.

Właśnie uzmysłowiłem sobie, że jeszcze nie budowałem mebla do którego wykonania elektronarzędzia były by niezbędne, niezastąpione. Ale co ja tam wiem…

* „Rozprawa o metodzie” Descartes (Kartezjusz kurde balans)